Na czym polega urok I Komunii Św.

Polska właśnie weszła w czas który w roku nazywamy komunijnym. Rodzice planują dla swych dziatw strawę, symboliczny poczęstunek na 50 osób (oczywiście najbliższa rodzina) – nie wszyscy mieszczą się w mieszkaniach – ale na szczęście są knajpy z których można skorzystać. Nie wytykam, niektórzy mają naprawdę duże rodziny.

Dzieci dzielnie chodzą na próby, wchodzą – wychodzą, wchodzą – wychodzą – ma być równo, dobre tempo, klęk na odpowiednie kolano i pieśni głośno wznoszone ( w razie jakby goście nie znali). Na religii zaliczane modlitwy, potem egzamin, regułka przy spowiedzi – prościzna  (poza staropolskim językiem modlitewnym którego sens jest dzieciom nieznanym a większości z modlitw zakładam że już niektórzy nie powiedzą na głos przy żadnej okazji)

Rodzice kilka dni przed nerwowo zastanawiają się czy będą mieli gdzie usiąść w kościele. Sukces – jeżeli kościół blisko miejsca zamieszkania – część gości prawdopodobnie spędzi tam połowę mszy. Najważniejsze żeby była pogoda. No i piękny wianek na głowie, no i krawat albo mucha, no i jeszcze najważniejsze aby piękna fryzura, może warkocz albo loki – niech wygląda jak księżniczka, anioł. Gorzej mają chłopcy – nie każdy może być podrasowany na anioła a zakładam że niejednemu  do niego daleko. Temat prezentu od czasu do czasu na pierwszym planie – ale jak Syzyf tłumaczy się dziecku że to nie prezent najważniejszy – a w międzyczasie szuka się czegoś z efektem łał. Kiedyś było ciut łatwiej. Standard kalkulator, długopis, zegarek, potem era rowerów.  Obecnie nie nadążam – szczęśliwie znam wielu zdrowo myślących rodziców i nie dają się wprowadzić w pułapkę posiadania, wyglądania.

Najlepsze są ustalenia przed komunijne: jaki fotograf, czy filmowanie, a jakie stroje, a jaki prezent dla księdza, a jaki wystrój kościoła, a jaka składka, dlaczego tak dużo… o ochotników może być trudno – bo przecież tak duchowa zmiana w życiu naszych kochanych dzieci wręcz powoduje że wszyscy jak osiołek w Shreku pragniemy  być chętnymi – ale i zdarza się natchniony mózg operacyjny który przynajmniej wie do czego służą różne przedmioty kościelne i jaki jest porządek mszy. Wówczas rocznik jest uratowany.  I już niby wszystko cudownie być musi…..a jednak jest coś co cały urok komunii zabija. I dowiedziałam się o tym w pociągu z zasłyszanej rozmowy mam siedzących obok.

– „ No i wyobraź sobie, że każda dziewczynka ma inne bolerko, no i jak to będzie wyglądało? Cały urok i piękno komunii zepsute….”

Także tak – jakbyśmy mieli wątpliwość na czym polega urok komunii i ku czemu ta strawa duchowa jest nam potrzebna. Pozostaje jedynie westchnąć…

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.