NieMatkiPolki (dzieci) pierwszy raz na obozie cz2

Po tym jak już postanowiłam moje dzieci uwolnić z matczynych uścisków i pozwolić im na rozwój swojej osoby na pierwszym obozie – każdego dnia odczuwałam wychowawczy zawał serca.

Pierwszy przyszedł całkiem szybko.

ZAWAŁ 1 – dryń dryń (21.30 – dzwonię ja) Głos w słuchawce: „Dzień Dobry, chłopaki nie wrócili jeszcze z kajaków”. Moje myśli wyglądały tak ?????!!!!!!%&^*(&^$#@$%^YUII!!!!!!!??????? Przecież jest ciemno, oni nie są dobrymi pływakami.

ZAWAŁ 2 – dzień po kajakach. „Mamo, mamo – byliśmy na kajakach, było już ciemno i poprosiłem pana czy mogę wskoczyć do jeziora i sprawdzić czy te kamizelki rzeczywiście działają. Widziałem brzeg. Tylko zapomniałem klapki w kajaku zostawić i jak płynąłem to bałem się że zgubię”. Kiedy już mnie odetkało zdążyłam już usłyszeć tylko Dobranoc

ZAWAŁ 3 – „Mamo – usłyszymy się dopiero jutro po południu – wypływamy na wyspę na 24h i tam będziemy mieli survival i nocowanie w śpiworach. Pa.

ZAWAŁ 4 – Syn nr1”Mamo, mieliśmy przeprawę przez bagna. Zgubiłem buta i połowę trasy przeszedłem na boso. Nie mówiłem nic Pani bo nie chciałem spowalniać grupy. Trochę się pokłułem”; Syn nr 2 „Mamo utknąłem do pasa w bagnie  i nie mogłem wyjść. Ale kazali mi walczyć do końca”

ZAWAŁ 5 – rozmawiam z jednym synem słyszę w tle KU**a. Oburzona uniosłam się i pytam kto to jest taki i siaki – okazuje się że to moja własna krew. Wołam winowajcę i edukuję po czym słyszę w tle – zamknijcie mordy!! (Boże co tam się dzieje?) i stwierdzam że to chyba nie ma sensu, rozwijamy się kulturowo.

ZAWAŁ 6 – Mamo miałem dwa kleszcze – ale Pani mi wyciągnęła – pod pachą i na „klejnotach”

Odliczałam dni kiedy będą mogła przestać się domyślać co przeżywają, co czują i czy potrafią prosić o pomoc.  Tu zawał a przez słuchawkę jestem typ dzielnej mamy która nie daje po sobie poznać przerażenia

Aż w końcu: Mamo, wiem już co znaczy zwalić sobie konia.  Po umysłowej reanimacji odpowiedziałam, że jakby miał dodatkowe pytanie to tata chętnie z nim o tym pogada. Nastąpił ZAWAŁ OSTATECZNY…..Pojechali chłopcy, wrócili mężczyźni.

Dumna NieMatkaPolka

Share

NieMatkiPolki (dzieci) dzień pierwszy na obozie cz1

Wydarzyło się. Moi Chłopcy wyjechali na obóz. Swój pierwszy w życiu. Nie wiem kto bardziej był podekscytowany, Ja – czy Oni.

Ekscytacja wyjazdem trwała długo….aż do 1 dnia. Jako, że sprawiamy wrażenie rodziców troszczących się o nasze dzieci postanowiliśmy odwieźć ich na miejsce (tak wiem, szczyt nadopiekuńczości – ale poradzimy sobie  z tym następnym razem). Cudowna okolica: las, jezioro, pomost łódki, kajaki. Stołówka, łazienki, „kawiarnia” zębem czasu nawet nie tknięta (czyt. PRL jak żywy) – od razu przypomniały mi się moje kolonie. Będzie dobrze. Dadzą sobie radę.

Wchodzimy do domku. Można rzec że 1:0 dla nadopiekuńczych rodziców. Domek 7 osobowy. Stoczyliśmy walkę z chłopcami żeby spali na dole – bo na górę prowadzą strome schody (że będą spadać, łamać nogi itd.), nie ma powietrza, szaf, do łazienki każdorazowo trzeba schodzić. Oni, że na górze jest fajnie i blablabla. Ale fajność przegrała z rozsądkiem. Śpią na dole. Przyjeżdżają kolejne matki z synami. Wzrok ich przegranej pozycji wyjściowej bezcenny. One wiedziały że dół jest lepszy ale już zajęty. Ledwo wtargały walizkę na górę. Przyjechały kolejne dzieci – autokarowe. Ucieszone bo została im góra (już nie mieli przy sobie rodziców którzy by wytknęli wady). Walizy wnieśli tatusiowie innych dzieci – inaczej przegrałyby operacyjnie – to tylko utwierdziło nas w przekonaniu jak to cudownie żeśmy tacy troskliwi i ich przywieźli. Przecież biedaczyska by sobie nie poradziły (czyli wybrałyby fajniejsze dla nich miejsce do spania i musieliby innych poprosić o pomoc)

Dzieci poprosiły o jedno …żebyśmy już wyszli. A brzmiało to mniej więcej tak: „Mamo, tato, wyjdźcie z domku i policzcie do 10”. Profilaktycznie się pożegnaliśmy. Drzwi zamknęli. Od wewnątrz.

Koniec ekscytacji. Dzieciaki mogą liczyć już tylko na siebie. Tylko czy ja jestem gotowa? Poczekam na pierwszy zawał…..

Przyznam, że do tej pory patrzyłam ze skrzywieniem na nadskakujące mamuśki wokół dzieciaków które chciały po prostu już samodzielnie oddychać. Tymczasem w moim sercu i duszy czułam jak niewidzialne ramiona wyrywały się w ich stronę jakby chciały bronić przed nadchodzącym zagrożeniem. Udawałam wielką  luzarę, cool mamę żeby nie narobić dzieciom „obciachu” – przecież to już duże chłopaki.  Zanim wsiadłam do auta już tęskniłam. Wiem,  głupia jestem. Ale to mój pierwszy raz. Następnym razem odprowadzam ich tylko do autokaru.  Mamuśki – głowy do góry. To dobre uczucia i dobre emocje – tylko niech nas nie pokonają.

NieMatkaPolka

Share

NieMatkiPolki czas bez dzieci

No i stało się. NieMatkaPolka została bez dzieci. Wrzask radości słyszały tylko moje uszy gdyż myśli obijały się wewnątrz czaszki w strachu że wypowiedziane na głos zapeszą i się nie dokona.

I już widziałam jak chodzę  na piwo ze znajomym, do kina z mężem, nago po mieszkaniu, do fryzjera (już ubrana), kosmetyczki, maluję ściany w pokojach dzieci, sprzątam, . Generalnie – Moje 5 minut.

No i co ? Gówno.

Jedyne co udało mi się zrobić do zawiesić się na pilocie. Już wiem jak pozbyć się cellulitu, nadwagi, depresji, pryszczy, siwych włosów, zmarszczek, wybielić zęby, rzucić palenie, zabić ból, bakterie i zarazki, jakich prezerwatyw użyć, zwalczyć infekcje wiem również jak powstała pierwsza sauna lodowa w Afryce. I ze najpierw był prażubr. To dziwne że z całą tą wiedzą ludzkość ma jeszcze jakieś problemy.

Z jedzeniem też nie najlepiej. Zdążyłam zaprzyjaźnić się z Żabką. Kolacja marzenie – hot-dogi, zapiekanki, kanapki na ciepło. Aczkolwiek dzisiaj wspięłam się na wyżyny i zrobiłam sobie coś sama.

Klęska. Okazuje się że bez dzieci nie jestem w stanie funkcjonować i tyle w temacie. A Kazik śpiewał coś innego. Buuuu

A jak Wasza wolność wakacyjna?

Share