Pan Król w akcji

Dziś tak sobie trochę powylewam.

Wpadasz do domu zmęczona po całym dniu pracy lub też po czymkolwiek co wprawiło Ciebie w ten stan. Jedyne o czym marzysz to opróżnić swój pęcherz który starasz się ujarzmić od ponad godziny – bo przecież zwyczajowo nie masz czasu się wysikać. Wita Cię tłum dzieci wieszających się na szyje dla  których wiesz, że za chwilę będziesz tylko Ty i będziesz ich życiem – bo na Twoje chwilowo nie znajdziesz czasu. Jeżeli nie masz dzieci i nadal się nie odsikałaś to może przywita Cię pies, kot, rybka, kanarek, bałagan który musisz JUŻ TERAZ ogarnąć – a już prawie leci po nogach. A na końcu stoi On……Pan Król.

Łaskawie podaruje Ci 5 min w twierdzy przemyśleń i wybitnych pomysłów. Ale Ty już wiesz, że musisz wyjść że Twój czas minął. A chodzący testosteron czeka. Nie ważne jak tam Twoje samopoczucie i okoliczności przyrody – ty już wiesz, że on wie i że choćby nie wiem co masz być zwarta i gotowa.

Przychodzi taki dzień, że schylanie nad wanną w celu umycia głowy staje się zbyt niebezpieczne – szczególnie jeżeli to robisz rano a Król już nie śpi. Generalnie mam wrażenie że Król nigdy nie śpi. Westchniesz przez sen – a On już myśli że go zachęcasz.

Leżysz nieprzytomna bo choroba Cię powala (ta prawdziwa – bo ze zwykłym przeziębieniem Tyś nadal Bogini) ale to nic. W sumie sytuacja bardzo korzystna – leżysz już gotowa, nie masz siły dyskutować, ruszać się nie musisz – Pan Król zrobi przecież wszystko.

Kiedy dopada cię największa porażka natury procesów jakie zachodzą w organizmie kobiety –  jeżeli popatrzymy z efekciarskiego punktu widzenia – nic nie szkodzi – przecież obdarowano Cię przeróżnymi otworami – z czego ten gębowy jest najbardziej pożądany.

No ileż można.??!!! A potem po 15 latach bycia razem dochodzisz do stanu kiedy po całym dniu tyrania, sprzątania, organizowania siadasz padnięta i zdajesz sobie sprawę, że Pan Król jeszcze nie wyru*any….

Powinni wypłacać nam szkodliwe… 😉

Good night girls

Share

Trudne czasy do wychowywania dzieci.

W kilku wpisach wspominałam że jestem dumną mamą trojga. Wiele osób komentuje – jaką to odważną decyzję podjęliśmy z mężem, że w dzisiejszych czasach mamy tyle dzieci (wiem, inni mają więcej) że przecież jest trudno i ciężko. A ja się zastanawiam nad jednym.. jakie to cholernie ciężkie czasy nas spotkały. Jest tak ciężko, nasze społeczeństwo jest tak biedne, dostęp do dóbr doczesnych tak ograniczony że myśl o jednym dziecku już paraliżuje. W sklepach brak towaru, mleka, pieluch, w domu miłości, wszędzie wokół patologia i przysłowiowa bida z nędzą, kolejki. Przecież muszę dzieci posłać do wszystkiego co płatne. Najlepsze ciuszeczki, zabaweczki, pokoiczek, wakacje, 100% czasu tylko dla jednego no i lekcje wszystkiego. No a przecież już nie daj Boże jak mam jedno i broń Boże drugie – to gorszy samochodzik mi grozi, mniej miejsca w mieszkaniu no i już z życiem swobodnym żegnamy się na zawsze.

Też tak czasami usiądę i pomyślę – kurdę przydałyby im się dodatkowe lekcje z tego i tamtego, kupiłabym sobie kilka nowych par butów, ubrań, pewnie pojechalibyśmy z mężem na dobre wakacje, nowym i fajnym samochodem. Pewnie jak miałabym jedno dziecię to status społeczny (ten finansowy oczywiście) podniósłby się o oczko. A tak mam status społeczny – ale ten dzieciaty. Matka Trojga.

Tak jest ciężej niż z jednym. Tak, trzeba więcej kasy wydać niż przy jednym. Tak, trzeba logistykę bardziej  ogarnąć. Tak, trzeba indywidualnie odczytać potrzeby u każdego.

Tak, trzeba wychować. Tak, trzeba wpoić wartości i szacunek do drugiego człowieka. Tak, trzeba kochać – bez względu na ilość. I to jest trudne – nie czasy.

Share