Chwila pożegnania

W ostatnich tygodniach uczestniczyłam w dwóch pogrzebach. Nie były to bliskie mnie osoby – ale bliskie moich kolegów i koleżanek. Kiedy wkraczasz do kościoła –zdaje się, że Ciebie to nie dotyczy. Stoisz obok dramatu który rozgrywa się w duszach osób mniej więcej 2 metry od ołtarza i zastanawiasz się…. no właśnie, nad czym.

Pamiętam pierwsze pogrzeby z perspektywy dziecka. Ciało wyprowadzane jeszcze z domu (na wsi), rodzina, sąsiedzi, wyprowadzenie. Wszyscy angażują się, noszą kwiaty, wspominają lub odchodzą na bok by dyskretnie porozmawiać o „dupie maryni”. Jako dziecko przeżywasz te chwile lub nie – zależy co z tego wszystkiego rozumiesz. Niektórzy patrzą na bliskich zmarłego – czy są odpowiednio smutni, czy wystarczająco opłakują, czy dzielnie się trzymają. Przy niektórych jesteś twardy a przy innych nie jesteś w stanie powstrzymać łez.

Dziś wracały do mnie wspomnienia wszystkich osób które dane mi było pożegnać. Spojrzałam na matkę, która tuliła swoich dwóch synów nad grobem w którym właśnie miała spocząć najbliższa dla nich osoba. Przez tę jedną chwilę poza otaczającym ich tłumem byli sami dla siebie. Przez tę jedną chwilę poczułam ich ból i cierpienie. Tą jedną chwilą żegnałam wszystkich tych, których utraciłam w przeszłości – babcie, dziadków, ciocie, wujków, koleżanki, osoby stare i coraz młodsze, znajomych i nieznajomych. I to jest ta jedna chwila w której uświadomiłam sobie swoją małość i postawiłam siebie na ich miejscu. Ich dramat staje się na tę jedną chwilę i moim dramatem.

Tak, pogrzeb jest tym wydarzeniem podczas którego się zastanawiasz nad wszystkim. Potem się otrząsasz i wracasz do świata… pytanie tylko do jakiego i z jakimi dramatami.

 NieMatkaPolka

Share