NieMatkaPolka na odwyku

Jakoś tak wyszło, że namiętnością swą obdarzyłam ładnych kilka lat temu pewien napój – brązowy z bąbelkami – podobno z nadmiarem cukru. Już nie pamiętam czym mnie skusił – smakiem czy atrakcyjnym opakowaniem – faktem jest, że zanurzyłam się w nim bez opamiętania.

Z roku na rok wciągał mnie coraz bardziej. Próbowałam kilka razy Go rzucić, znaleźć zamiennik jednak na nic zdały się wszelkie sposoby zerwania tego związku. Na samą myśl o słodkiej pieszczocie podniebienia nęconym delikatnie przez musujące cząsteczki ulatniającego się gazu spływającym wprost w czeluści mej osoby nie byłam w stanie się powstrzymać. Sączyłam litrami – w towarzystwie pizzy, popcornu, chipsów , śniadania, obiadu, kolacji. Nic nie istniało poza nim.

Trwało to ponad 10 lat. On dawał mi radość i orzeźwienie a ja jemu? Nie wiem, może po prostu wiedział że jestem i może na mnie liczyć. Nawet jak przyszedł tamten drugi, na chwilę, to wierzył że i tak wrócę.

Jednak w tym roku powiedziałam dość. Już dawno wielu mówiło. Rzuć Go, on uzależnia, niszczy i zmienia Ciebie od środka. Nie chciałam słuchać. Przyjemność ponad wszystko.

Ale zrobiłam to. Najpierw pojawiły się drgania mięśni. Potem powoli zaczął dopadać ból głowy. Nie dowierzałam, że tak się od niego uzależniłam. Starałam się odwracać  wzrok od miejsc gdzie stał. Niemal słyszałam jak woła z daleka, zamknięty. Zaczęłam ćwiczyć – myślę sobie – może to pomoże mi Go wyrzucić z głowy. Po tygodniu wywalił mi się krążek w odcinku lędźwiowym. Mój organizm czuł że coś odrzucam, że zmieniam coś diametralnie w swoim życiu a On mi na to nie chciał pozwolić. W chwili największego kryzysu zastanawiałam się po co właściwe to robię? Mój organizm tego nie chce. On chce być z nim!

Podeszłam do lodówki. Wzięłam go blisko po miesiącu rozłąki. Wiedział, że zaczęłam pić herbatę. Nalałam i wypiłam…… To nie był już ten sam mój brązowy napój. Popatrzyłam na niego inaczej i zaczęłam się zastanawiać czy zawsze taki był a ja tego nie dostrzegałam? On już nie jest mój. Wtedy poczułam, że mogę bez niego już żyć. Organizm zaakceptował mój wybór i przestał się opierać. Litr już nie znika w dzień. Jest problem aby zniknął w 3 dni i to z pomocą innych. W ogóle przestał bywać w mojej lodówce.

Oczywiście sama nie dałabym rady. Ten wzrok pogardy kiedy byłam blisko załamania, te reprymendy od koleżanek . Te twarde Nie Pij, Dasz radę. Dałam.

I pomyśleć, że to tylko On. Pomyśleć, że wystarczyło tylko przestać. Pomyśleć, że wystarczyło tylko podjąć decyzję. Pomyśleć, że z każdego toksycznego związku można się wyrwać. Wystarczy tylko…….

(Nie)Uzależniona NieMatkaPolka

Share