Archiwa kategorii: życiem pisane

Kiedy NieMatkaPolka Dojrzała

Dwa lata temu, mniej więcej, za sprawą wszech rosnącej presji do bycia kobietą niezwykłą, doskonałą, a właściwie nad-kobietą – doszłam do wniosku że chyba trochę w życiu przysnęłam. Że trójka dzieci, praca od blisko 15 lat na etacie, jeden mąż – zero kochanków, to właściwie nic takiego niezwykłego.

Nagle okazało się, że przecież mogę więcej, mogę być bardziej zajebista, wystarczy że uwierzę w siebie (bo teraz z pewnością mam z tym problem skoro nie jestem), wyznaczysz cel – wszystko masz w zasięgu ręki, nogi i czego tam chcesz i inne bzdetne górnolotne hasła. Oczywiście bazą wyjściową bez której nie osiągniesz nic to posiadanie ciała 20-latki.

No to dawaj – myślę sobie. I widzę 6 Weidera czy kogoś tam, MelB, 30 dni z Chodakowską, potem też z Lewandowską. Fotki przed i po. I widzę niesamowite metamorfozy różnych dziewczyn, kobiet. Jak nagle wyznają że tak właśnie to obłe ciało było ich hamulcem rozwojowym. Że nie wiedzą co je doprowadziło do stagnacji ale ćwiczą i jest im lepiej. Wyglądają zajebiście- choć pewnie nadal nie wiedzą co sprawiło że niegdyś straciły wiarę w siebie. Oby ponownie nie napotkały takiej przeszkody i nie przebudziły się ze snu że ćwiczenia jednak pewnych problemów nie rozwiążą.

No ale myślę sobie – co tam. Spróbuję, przecież poza rodziną, domem, pracą trzeba się wykazać i piąć po drabinie społecznego uznania. No to zaczynam biegać. 10 km tu, 10 km tam. Jest wow! Co prawda bardziej zryw chwili ale jest. Coś tam zrobiłam. Potem jednak mała przeszkoda. Mały raczek, mały zabieg, mała radioterapia i bieganko skończone. Co dalej? Co dalej? Społeczeństwo (szczególnie te wirtualne) nadal wymaga ode mnie – kobieto Ty rób coś więcej! – przecież możesz wszystko i powinnaś wszystko!

No to dawaj – lecę z Chodakowską. Będę miała zajebiste ciało – myślę sobie – może kogoś wyrwę na plaży (wraz z mężem i dziećmi 😉 ) Albo będę upajała się komplementami typu – WOW, trójka dzieci i tak wyglądasz? I z pewnością to właśnie te słowa mnie uskrzydlą i sprawią że będę już tą spełnioną kobietą. Zatem zaczynam. Po kilku ćwiczeniach i słuchania głosu: „Tak, jest dobrze, jesteś super, możesz wszystko, uwierz w siebie, wytrzymaj, dobrze, jeszcze chwila, idzie Ci super” zaczynam smiać się do Siebie. Czy ta gadka naprawdę działa? Wyłączyłam głos, w sumie wyłączyłam ćwiczenia i napiłam się Coca – Coli – tak zdecydowanie wtedy poczułam się dobrze. I co teraz? Nie pochwalę się zdjęciem przed i po. Ale widzę tysiące fanek dzięki jędrnej pupie czuje się wreszcie kobietą? Pytanie kim były wcześniej i znów – co jest źródłem i początkiem.

Wierzę, że oczywiście mnóstwo kobiet jak najbardziej po takiej metamorfozie „odżywa” i buduje na nowo obraz siebie ale zakładam że zwycięsko wychodzą z tego tylko te dziewczyny (Panie) które odnajdują w tym pasje a przy okazji „podróży” w głąb siebie odkrywają prawdziwą istotę swojego ja. Niestety na tarczy wrócą te, które myślą że tylko ćwiczenia fizyczne i wygląd zewnętrzny zamieni je w „coś warte” kobiety.

No dobra – ale wracając do mnie – nadal nic. A tu ciągle bombardują na około. Zrób cos ze sobą, załóż firmę, zmień życie, pokaż siebie, możesz wszystko – takie zwariowane melodie. I nagle popadam w panikę. Bieganie już nie dla mnie, ćwiczenia nie dla mnie (bo nawet jak już poszłam na publiczny aerobik, gdzie Pani instruktorka nie mówiła wiele co było cenne to okazało się że nikt w tym czasie nie przypilnował dzieci przy lekcji, nie ogarniał chałupki i nie byłam w stanie niczego nadgonić), firmy własnej nie założę (Gazelą biznesu to ja nie jestem), talentu w dłoniach nie mam, handmade żaden mi nie wychodzi. O Boże jestem beznadziejna myślę sobie. Co ze mnie za kobieta, że mając dzieci, męża, dom , pracując w miejscu które lubię, nie robię jeszcze kariery społecznej, nie dorabiam na boku niezwykłymi wyrobami, dodatkowo moje ciało nie jest jędrne, gibkie i nastoletnie. No kiedy w końcu osiągniesz to wszystko co możesz – no przecież możesz wszystko!

I tak  przy okazji tej obecnej presji bycia superwoman, supermamą – która robi wszystko eko – zdrowo, kolorowo + kilka innych zdarzeń, chyba dojrzałam jako kobieta. Bo odkryłam, że właśnie to co mam – ta moja kochana trójka dzieci,  mąż, praca i dom do którego wracam (choć w nieładzie i składzie – bo do pedantek nie należę), wspaniali otaczający mnie ludzie, to jest właśnie to wszystko co mnie uszczęśliwia i co sprawia że Ja właśnie tu i teraz czuję się spełnioną kobietą. To jest właśnie to wszystko co chciałam osiągnąć, to wszystko co mówią że mam osiągnąć. Moje własne wszystko.

Nie wiem czy ktoś to przeczyta, może piszę to tylko dla siebie – ale powiem jedno – nie poddawajcie się presji bycia kimś kim się nie jest bo coś akurat jest modne. Róbcie te rzeczy które obudzą w Was pasje i sprawią że będziecie szczęśliwe – ale nie tak na chwilę tylko trwale. Szukajcie sposobu na siebie – wg siebie. Czy z płaskim brzuchem czy obwisłym, z jędrną pupą czy cellulitem, małym czy dużym biustem, z bliznami czy bez, z dziećmi czy bez, z mężem czy bez, z własną firmą czy na etacie, z robótkami ręcznymi czy leżeniem na zielonej trawie, z eko stylem czy śmieciowym – to musisz być prawdziwa Ty, i prawdziwe rzeczy które budują Ciebie.

NieMatkaPolka

Share

Jak łatwo pomyśleć, że straciło się świat, szczególnie o 6 rano

Oto jak łatwo zapomnieć o czynach swych i pomyśleć że właśnie zawalił się świat, choćby wirtualny. Otóż rano zaglądając na stronkę Niematkipolki cóż widzę ? Nic. Że praca wre i wróć za minutę. Hmm przecież ja tam nic nie robię ?! Wracam za 5 min.. Nadal nic.. Strona sie konserwuje – wróć za minutę. Zawał na miejscu. Jak to tak? Przecież to ja jestem adminem i nic nie konserwuję, nikt inny też nic! Mogę samą siebie prosić o pomoc! Strach i zgrzytanie zębami. Cały trud poszedł w …. Help? Koniec! Czyżby taki sukces zawiesił serwery ? 😉  Poczym zorientowałam się, że wczoraj w godzinach prawie nocnych testowałam rożne wtyczki i m.in. zaślepki – a ową jedną włączyłam i tak juz zostało.
Wniosek dla życia: czasami trzeba zrobić krok do tyłu aby odzyskać swój świat (choćby ten wirtualny )zamiast stanąć w miejscu i uznać go za całkowicie utracony.

Także szybciutko odwiedzajcie, polubcie, komentujcie nim NieMatkaPolka coś zmajstruje 🙂

 

Share

Kwiatki dla Glamour ;)

Każdego roku w Dniu Kobiet przypomina mi się sytuacja sprzed 11 lat. Razem ze szwagierką postanowiłam wypełznąć do jednego z Centrów Handlowych. Po wielu tygodniach siedzenia w domu z nowo narodzonym dzieciem wyszłam do świata „żywych”.  Jak stałam, tak wyszłam – nie ogarnięta ale nakręcona. Nie zwracałam   w ogóle uwagi na to jak wyglądam. Niestety inni to zrobili. Jakaś tam akcja w Galerii. Panowie I Panie (ale głównie Panowie) rozdawali kobietom tulipany. W związku z tym, że dawno nie dostałam kwiatka,  obrałam strategie – szturm alejki z Panami! I co? Gówno! Tulipan owszem się dostał ale tylko mojej szwagierce  🙂  a nawet dwa (z innej alejki również) Halo? Jak to? Czy na czole miałam wypisane – mąż, dziecko – nie podchodzić?

Nie, to nie to było przyczyną. Otóż akcję prowadziło Pismo „Glamour”. Ja oczywiście wychodząc byle jak byłam totalnie nieGlamour. Szwagierka – owszem, piękna dziewczyna.  Nie przytoczę wszystkich myśli, epitetów jakie wówczas krążyły w mym umyśle. Ale cóż… Panowie mogli nie wiedzieć jak baaaaardzo wtedy  potrzebowałam tego kwiatka i jak bardzo zburzyło to podwaliny poczucia mojej kobiecości.

Oczywiście upadłam, wstałam otrzepałam się i podniosłam. Moje Drogie Panie – życzę Wam abyście nie upadały. Wręczam Wam wirtualnego kwiatka

Drodzy Panowie  – wręczajcie Paniom kwiatki i nie ze względu na wygląd – nie budujcie takiego świata „żywych”. Może nie wszystkie Panie ale część, choć się do tego nie przyznaje,  potrzebuje takiego kwiatka… może właśnie po to aby się podnieść!

Share

Szklanka mleka…?

Niematkipolki przemyślenia poranne: Dzisiejszego ranka szklanka z mlekiem postanowiła wymknąć się z moich rąk. Chcąc ratować schyłek jej żywota rozpaczliwie próbowałam ją złapać, nieopatrznie wprawiając w ruch obrotowy. W związku z tym zawartość mleczna zaczęła rozbryzgiwać się po kuchni. Koniec końców szklanka upadła, rozbiła się a ściany, meble, podłoga i piekarnik pokryły się kroplami mleka. Efekt ratunku nie osiągnięty a do tego większe straty.
Wniosek?: Czasami nie warto na siłę czegoś ratować. Możemy narobić tym więcej szkody niż pożytku. Czasami musimy pozwolić czemuś spokojnie upaść aby łatwiej uporać się ze stratą i szybciej powstać!
i tyle w temacie „ulotnej szklanki mleka”…..

 

Share

Niezawodni przyjaciele kobiet

Dzięki koleżance – wczoraj doznałam prawie duchowego orgazmu. A wszystko to dzięki małej żółtej maszynce jakiej mi użyczyła – Karcher do mycia okien a raczej do ściągania z nich wody. Napisałam prawie – ażeby mężczyźni to czytający nie pomyśleli że bez nich jest to jednak możliwe… (niech im ego nie upadnie). Oczywiście maszynka wymaga spróbowania, dogadania, poznania i dobrania odpowiedniej techniki (Panowie – czy coś Wam to mówi?) – i jak tylko to spełnimy... dochodzimy do zamierzonego efektu Emotikon smile Oczywiście jak każda maszynka nie działa non-stop i wymaga ładownia ale regeneruje się szybko a potem sięgasz bez kabelka gdzie chcesz (hmm niby AGD a system działania jakby taki ludzki). Po wczorajszych ćwiczeniach na wielu wielu wielu metrach kwadratowych okien – dzisiaj moje 3 okna (150×150) i drzwi balkonowe dwuskrzydłowe objechałam w niecałe 15 min bez docierania, rwania ręczników pap, i ćwiczenia prawego bicepsa. Bez smug i zarysowań. Ja jestem szczęśliwa, okna są szczęśliwe (przecież ni Wielkanoc ni Boże Narodzenie), rodzina też się cieszy, mąż tylko jakby niedopieszczony – ale on i tak umierał – powaliła go wysoka gorączka – CAŁE 37,9!!!! Stąd zabawiałam się sama. Już wiem co sobie prawię 8 marca – A Ty ? Jak sobie zrobisz dobrze?

Share