Archiwa tagu: #czy dowozić dzieci na obóz

NieMatkiPolki (dzieci) dzień pierwszy na obozie cz1

Wydarzyło się. Moi Chłopcy wyjechali na obóz. Swój pierwszy w życiu. Nie wiem kto bardziej był podekscytowany, Ja – czy Oni.

Ekscytacja wyjazdem trwała długo….aż do 1 dnia. Jako, że sprawiamy wrażenie rodziców troszczących się o nasze dzieci postanowiliśmy odwieźć ich na miejsce (tak wiem, szczyt nadopiekuńczości – ale poradzimy sobie  z tym następnym razem). Cudowna okolica: las, jezioro, pomost łódki, kajaki. Stołówka, łazienki, „kawiarnia” zębem czasu nawet nie tknięta (czyt. PRL jak żywy) – od razu przypomniały mi się moje kolonie. Będzie dobrze. Dadzą sobie radę.

Wchodzimy do domku. Można rzec że 1:0 dla nadopiekuńczych rodziców. Domek 7 osobowy. Stoczyliśmy walkę z chłopcami żeby spali na dole – bo na górę prowadzą strome schody (że będą spadać, łamać nogi itd.), nie ma powietrza, szaf, do łazienki każdorazowo trzeba schodzić. Oni, że na górze jest fajnie i blablabla. Ale fajność przegrała z rozsądkiem. Śpią na dole. Przyjeżdżają kolejne matki z synami. Wzrok ich przegranej pozycji wyjściowej bezcenny. One wiedziały że dół jest lepszy ale już zajęty. Ledwo wtargały walizkę na górę. Przyjechały kolejne dzieci – autokarowe. Ucieszone bo została im góra (już nie mieli przy sobie rodziców którzy by wytknęli wady). Walizy wnieśli tatusiowie innych dzieci – inaczej przegrałyby operacyjnie – to tylko utwierdziło nas w przekonaniu jak to cudownie żeśmy tacy troskliwi i ich przywieźli. Przecież biedaczyska by sobie nie poradziły (czyli wybrałyby fajniejsze dla nich miejsce do spania i musieliby innych poprosić o pomoc)

Dzieci poprosiły o jedno …żebyśmy już wyszli. A brzmiało to mniej więcej tak: „Mamo, tato, wyjdźcie z domku i policzcie do 10”. Profilaktycznie się pożegnaliśmy. Drzwi zamknęli. Od wewnątrz.

Koniec ekscytacji. Dzieciaki mogą liczyć już tylko na siebie. Tylko czy ja jestem gotowa? Poczekam na pierwszy zawał…..

Przyznam, że do tej pory patrzyłam ze skrzywieniem na nadskakujące mamuśki wokół dzieciaków które chciały po prostu już samodzielnie oddychać. Tymczasem w moim sercu i duszy czułam jak niewidzialne ramiona wyrywały się w ich stronę jakby chciały bronić przed nadchodzącym zagrożeniem. Udawałam wielką  luzarę, cool mamę żeby nie narobić dzieciom „obciachu” – przecież to już duże chłopaki.  Zanim wsiadłam do auta już tęskniłam. Wiem,  głupia jestem. Ale to mój pierwszy raz. Następnym razem odprowadzam ich tylko do autokaru.  Mamuśki – głowy do góry. To dobre uczucia i dobre emocje – tylko niech nas nie pokonają.

NieMatkaPolka

Share