Archiwa tagu: droga do pracy

Samotne bitwy w drodze do pracy

Przypomniał mi się wpis mój z 2013 roku dotyczący jednej z moich podróży. Odnalzłam i wklejam. Strzeżcie się większych od siebie……

2013r. :

…Dziś postanowiłam sprawdzić jak to jest zmierzyć się z większym od siebie. Szukając godnego przeciwnika natknęłam się na prawdziwy okaz – autobus (spóźniony dodam)!!!! Wykorzystując śliską nawierzchnię krawężnika postanowiłam dodać sobie „powera” i wystrzeliłam nogą prosto w niską podłogę pojazdu. Jednakże krople deszczu spływające do oczu sprawiły że miast stopą huknęłam całą siłą piszczelą. Nic to myślę….pokurwię z bólu w milczeniu – w końcu świadoma byłam ryzyka porażki. Podążając dalej ścieżyną do pracy zbliżyłam się do pociągu. Ludzie patrząc na mnie (nie wiedząc czemuż to tak) dostawali podejrzliwego wytrzeszczu, kobiety szalały i krzyczały w panice a okoliczni mężczyźni zabijali się by ustąpić mi miejsca tudzież wziąć na ręce 😉 Poznawszy przyczynę zamieszania sama o mało nie padłam mdlejąc – otóż spodnie moje ociekały krwią z rany odniesionej po wcześniejszej walce z żelaznym potworem. Zadrżałam i zamarłam w przerażeniu (nie pomnę o już bólu). Pociąg ruszył, ludzie jakby zaczęli otrząsać się z paniki i wrócili do standardowego grzania miejsc, ściskania drążków..mijały minuty…aż w końcu jedna miła Pani z politowaniem wstała i mówi: „Pani sobie usiądzie….tak z tą nogą….” Dobrze, bo myślałam że nogę powinnam odstawić na bok 🙂

Jeszcze tylko kilka spojrzeń ukradkiem kierowało się w mą stronę. Zakładam że troska wewnętrzna pasażerów była tak wielka że słów im zbrakło i śmiałości by zatroskać się troszkę głośniej.

Ale co to dla mnie. To tylko kolejna rana wzniesiona na polu bitwy zwanym życiem. Po 3 latach już tylko malutka blizna ozdabia nóżynkę a niesprana plama z krwi na wewnętrznej stronie nogawki przypomina mi, że aby krocząc do przodu podnosić wysoko nogi – gdyż niekiedy wydający się nam niski stopień może sprawić problemy a pokonanie go zostawić ślad do końca życia.

Share

Zmęczonego człowieka wnioski poranne

Przypadkiem zasłyszana rozmowa pasażerów z wagonu: Pan lekko już radosny (wszak z rana wypada żeby się wzmocnić a być może jeszcze z nocy nie wyparowało ) rozmawia z młodym człowiekiem. Zapytuje skąd pochodzi, a jakie nazwisko – a nóż widelec okaże się ziomkiem z dzielni itp. Po chwili ciszy (gdyż ów młody rozmówca aktywnością w konwersacji nie grzeszy) stwierdza, że wszyscy umierają!!! W wagonie jakby zapadła cisza. Frasunek na twarzach wpółpasażerów, gdyż myśl głębsza z zakresu egzystencji z ust zmęczonego alkoholem człowieka pada… młody człowiek tylko głową kiwną.

Zatem kochani – hasło na dzisiejszy ponury ale prawie wiosenny poranek: – Wszyscy umierają! (Kto by pomyślał że niepozorny człowiek z rana takie głębokie rzeczy ….. Na smutno widać nockę skończył )

Share