Archiwa tagu: Warszawa

Moje własne Azja Express

Jako że NieMatkaPolka kreuje swoje przygody udowodniłam sobie niedawno, że jak ktoś chce to zrobi swoje prawie „Azja Express” nawet w centrum Warszawy.

Ci co mnie znają wiedzą, że z komunikacją miejską miłujemy się niezwykle.  Raz ona mnie wywiezie za Warszawę, raz ja   skopię autobus i takie tam.  Ostatnio zatem postanowiłyśmy  przypomnieć  o sobie.

Plan był prosty – wsiąść do konkretnego tramwaju – dojechać do centrum dopaść docelowy autobus i bezpiecznie dotrzeć do domu w 35 min. Ale nie…. przecież NieMatkaPolka musi zrobić sobie pod górkę. Postanowiła wsiąść do autobusu byle jakiego – bo był o 20 metrów bliżej niż tramwaj i wydawało mi  że że jedzie do centrum. Nie jechał.  Kiedy juz rozpoznałam znajome ulice niedaleko uniwersytetu wysiadłam czem prędzej. Początkowo zła na siebie szukałam przystanku powrotnego ale kiedy ujrzałam pięknie oświetlone lampeczkami ulice zrobiłam sobie krótki spacer. Tym sposobem dotarłam do stacji Metro Uniwersytet. Oświeciło mnie że podjadę nim do Centrum – i znowu wszystko się zaczęło układać. Schodzę i paczę i się dziwuję. Nie znam. I po czasie zajarzyłam że to ta druga nitka. Szczęśliwie przystanek „Świętokrzyska” wydał mi się znajomy – ponownie myśl oświeconych – podjadę do niego a tam się przesiądę do kolejnego metra i będę w Centrum. Jakem pomyślała takem zrobiła. Poczułam się taka wyluzowana pośród młodego towarzystwa w wagonie. Wiecie, taka z miasta…

Wysiadam na stacji i w tej rozanielonej atmosferze (pewnie od tych lampek ulicznych) wsiadam do kolejnego pociągu w pierwotnej nitce metra. Pociąg rusza. I o mało co ni wrzasnęłam  Nosz K**wa Mać!  (takie magiczne hasło) oczywiście wybrałam nie ten kierunek. Wylądowałam w punkcie początkowym. Mówię sobie – w dupie to mam. Wsiadam w trmawaj i jadę jak najdalej do domu. Już nie chcę przez Centrum – widac Centrum nie chce mnie. Widzę jest tramwaj … za 13 minut. Że zaczęło robić mi się zimno wsiadłam do pierwszego który jechał w tym samym kierunku  – byle do przodu. I  jadę. W między czasie pada mi bateria w telefonie. Jadę taka zamyślona i wyobrażam sobie jak gram w moje Candy Crash, jak przesuwam te czerwone cukierki i zdobywam punkty i przechodzę kolejne poziomy. Z tego błogostanu wyrywa mnie zmian trasy. Jak to ? Oczywiście gdyby uważała to by przeczytała – że ZJAZD DO ZAJEZDNI. Tramwaj skręca w boczną, ciemną ulicę po której nawet taksówka nie chciała jechać. Chyba nie muszę opisywać jakich głebokich i sensownych słów z naszego staropolskiego użyłam . Lecę ochoczo do głównej i widzę jak mi mój tramwaj na który mi się nie chciało czekać przejeżdża. Mijają kolejne minuty. Jedzie coś. Dodam tylko że minęła już godzina odkąd ruszyłam w trasę. Wsiadam do tramwaju i do celu. Tylko jedna jeszcze przesiadka i pod dom. Było już grubo po 23. Z mojego ostaniego przystanku miałam juz ok 2 km do domu. Biegnę szczęśliwa że to już zaraz. Patrzę na rozkład i oczom K*wa nie wierzę, został mi już tylko nocny po północy.  Już mnie taka złość wzięła, że stanęłam sfrustrowana i niwiele myśląc zaczęłam łapać stopa. Jeden, drugi, trzeci, nawet autobuzsz przejazdem technicznym – nikt się nine zatrzymywał. Powiedziałam sobie – macham ostatni raz. W Azja Express gdzieś na wioskach łapali stopa ? To i ja w Warszawie złapię! I wtem zacny młodzieninec zatrzymuje się i zapytuje gdziez to gdzież ? POD DOM!!!!!!!

I tak o to zawiózł mnie bezpiecznie pod moje mieszkanko gdyż żal mu się mnie zrobiło. Bo późno, zimno, wilki jakieś…..

Przyszła mi potem taka refleksja – jak bardzo potrafimy sobie skomplikować nasze życie i drogę do celu, kiedy postanowimy już na początku pójśc na skróty z lenistwa, tracąc uwagę i determinację. Niejednokrotnie przy tym narażać się na stres, niebezpieczeństwo.

Mogłam jechać tak: tramwaj à autobus i dom (35 min) a jechałam tak: autobus à metro à metro à tramwaj à tramwaj àauto stop  i dom (1h30min) (Plac Bankowy à Włochy) Geniusz Komunikacyjny. Jak nic – świat ze mną zdobywać.

Cała Ja

NieMatkaPolka

Share

Trudne rozmowy z dzieckiem w podróży


Jadąc pociągiem jestem świadkiem przesłodkiej scenki w której mała dziewczynka (ok 4 lat) rozmawia z mamą. Zadaje nurtujące ją pytania dotyczące wszechświata. Mama cierpliwie odpowiada rozwijając w ten sposób ciekawość, zaspokajając głód dziewczynki na wiedzę. Współpasażerowie z lekkim uśmiechem podsłuchują, kiwają głowami i obserwują piękną scenę. Aż nagle pada z ust dziecka ważkie pytanie: Mamo – a Ty masz duże cycki prawda?
I całą magię szlag trafił. Kto jeszcze nie podsłuchiwał – właśnie zaczął. W wagonie było słychać tylko stukot kół, krople deszczu uderzające w okno i muchę której jeszcze nie ma ale latem już się tu pojawi. Wszyscy ukradkiem spoglądają na mamę (mężczyźni w szczególności) próbują oszacować czy to co widzą to tylko gruba kurtka zimowa, czy jednak niekoniecznie. Napięcie sięga zenitu. Matka w końcu odpowiada – Tak, kochanie mama ma duże cycki. Współpasażerowie odetchnęli z ulgą, panowie nadal patrzą czy jednak nie oszukała (choć przez grubą kurtkę zimową nadal trudno oszacować) a życie w wagonie wraca do normy. Dziecko jakby nigdy nic przeszło dalej do metafizycznych zagadnień.
Najważniejsze – nie zostawiaj dziecka bez odpowiedzi, nie zabijaj ciekawości świata – nawet w pociągu
Dumna mama z dużymi cyckami!

A Wy jakie mieliście najdziwniejsze/najśmieszniejsze lub wręcz irytujące doświadczenia – jako biorący udział czy obserwujący trudne rozmowy?

 

 

Share